Na początku chciałabym przeprosić was za opierdzielanie się. Obiecuję że tak nie będzie! Rozdziały będą co 4-5 dni. Teraz zapraszam do komentowania i czytania! ;*
- Jaś pomóż mi! Błagam cię! - Jaś w tym momencie wyciągnął z tylnej kieszeni spodni rewolwer i podszedł z nim do osobnika który chciał mnie zaatakować. Nie strzelał, rozmawiał z nim. To wszystko wyglądało tak jakby miało być zaplanowane. Jaś do mnie podszedł.
- Następnym razem bardziej uważaj. Tu jest takich dużo i jeszcze jedno! Nigdy nie wracaj sama po 22 do domu. Chodź odprowadzę cię.
- Do-Do-Dobrze - Wyjąkałam z przerażenia całą zaistniałą sytuacją. Jaś delikatnie mnie objął i pomógł mi wstać.
- Nie jest ci zimno?
- N-Nie.
- Przecież widzę. Tego niestety nie da się ukryć. - Ściągnął z siebie kurtkę i ją na mnie założył. To była czarna skórzana kurtka, w której odbijał się blask księżyca. Doszliśmy do dosyć dużego, kremowego domku. To był mój adres. Z tego wszystkiego zapomniałam oddać Janowi kurtkę. No trudno... Trzeba będzie się spotkać. Nie chciałam ale musiałam. Wbiegłam do domu. Mamy nie było. Musiała pojechać do cioci Marty. Była to jej najlepsza przyjaciółka. Mówiłam na nią ciocia, ponieważ moja mama poznała ją kilka lat przed moim urodzeniem. Wbiegłam szybko na schody i poszłam do łazienki. Związałam włosy w koka, zmyłam make-up i poszłam pod pod prysznic.cgwilę później mama wysłala mi sms-a że będzie jutro po południu. Zaraz po tym poszłam do kuchni po szklankę soku. Oczywiście tak jak to ja musiałam się poślizgnąć gdy zbiegałam po schodach. Nie miałam do kogo zadzwonić. Byłam zmuszona żeby zadzwonić do jasia. W telefonie wykręciłam jego numer i nacisłam zieloną słuchawkę.
- Halo. - Usłyszałam przyjemny głos w słuchawce.
-Jaś, jest sprawa.
-Mów śmiało.
- Mianowicie chodzi o to że chyba złamałam nogę, mógłbyś mnie zawieść do szpitala?
-Jasne. Zaraz będę.
Po 10 minutach janek wbiegł do mojego domu i momentalnie znalazł się obok mnie. Podniósł mnie jakbym była piórkiem i zaniósł do auta. Pojechaliśmy do szpitala. Dotarliśmy 30 minut później. Zostałam od razu wzięta na salę. Okazało się że muszę zostać w szpitalu kilka dni. Złamałam nogę. Szlak żeby akurat teraz. Dlaczego nie za tydzień?! Dlaczego nie za dwa?! Nie! Musiało to być dzisiaj!
Jaś został ze mną. Siedział na izbie i czekał na informacje. Pojechałam na prześwietlenie. Jaś poszedł za mną.
- Przepraszam ale pański chłopak nie może z panią wejść. - Usłyszałam z ust doktora.
- To nie mój chłopak.
Zapadła cisza.
- Pani noga potrzebuje gipsu. Który trzeba nosić 3 tygodnie. - Delikatnie się uśmiechnął na co ja cicho zafuczałam.
^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^
Kolejny rozdział za nami! No mordy, komentujcie i dawajcie +1 bo następnego nie będzie!!



