Jaś nie opuszczaj mnie...
czwartek, 2 lipca 2015
czwartek, 18 czerwca 2015
Rozdział 3
Na początku chciałabym przeprosić was za opierdzielanie się. Obiecuję że tak nie będzie! Rozdziały będą co 4-5 dni. Teraz zapraszam do komentowania i czytania! ;*
- Jaś pomóż mi! Błagam cię! - Jaś w tym momencie wyciągnął z tylnej kieszeni spodni rewolwer i podszedł z nim do osobnika który chciał mnie zaatakować. Nie strzelał, rozmawiał z nim. To wszystko wyglądało tak jakby miało być zaplanowane. Jaś do mnie podszedł.
- Następnym razem bardziej uważaj. Tu jest takich dużo i jeszcze jedno! Nigdy nie wracaj sama po 22 do domu. Chodź odprowadzę cię.
- Do-Do-Dobrze - Wyjąkałam z przerażenia całą zaistniałą sytuacją. Jaś delikatnie mnie objął i pomógł mi wstać.
- Nie jest ci zimno?
- N-Nie.
- Przecież widzę. Tego niestety nie da się ukryć. - Ściągnął z siebie kurtkę i ją na mnie założył. To była czarna skórzana kurtka, w której odbijał się blask księżyca. Doszliśmy do dosyć dużego, kremowego domku. To był mój adres. Z tego wszystkiego zapomniałam oddać Janowi kurtkę. No trudno... Trzeba będzie się spotkać. Nie chciałam ale musiałam. Wbiegłam do domu. Mamy nie było. Musiała pojechać do cioci Marty. Była to jej najlepsza przyjaciółka. Mówiłam na nią ciocia, ponieważ moja mama poznała ją kilka lat przed moim urodzeniem. Wbiegłam szybko na schody i poszłam do łazienki. Związałam włosy w koka, zmyłam make-up i poszłam pod pod prysznic.cgwilę później mama wysłala mi sms-a że będzie jutro po południu. Zaraz po tym poszłam do kuchni po szklankę soku. Oczywiście tak jak to ja musiałam się poślizgnąć gdy zbiegałam po schodach. Nie miałam do kogo zadzwonić. Byłam zmuszona żeby zadzwonić do jasia. W telefonie wykręciłam jego numer i nacisłam zieloną słuchawkę.
- Halo. - Usłyszałam przyjemny głos w słuchawce.
-Jaś, jest sprawa.
-Mów śmiało.
- Mianowicie chodzi o to że chyba złamałam nogę, mógłbyś mnie zawieść do szpitala?
-Jasne. Zaraz będę.
Po 10 minutach janek wbiegł do mojego domu i momentalnie znalazł się obok mnie. Podniósł mnie jakbym była piórkiem i zaniósł do auta. Pojechaliśmy do szpitala. Dotarliśmy 30 minut później. Zostałam od razu wzięta na salę. Okazało się że muszę zostać w szpitalu kilka dni. Złamałam nogę. Szlak żeby akurat teraz. Dlaczego nie za tydzień?! Dlaczego nie za dwa?! Nie! Musiało to być dzisiaj!
Jaś został ze mną. Siedział na izbie i czekał na informacje. Pojechałam na prześwietlenie. Jaś poszedł za mną.
- Przepraszam ale pański chłopak nie może z panią wejść. - Usłyszałam z ust doktora.
- To nie mój chłopak.
Zapadła cisza.
- Pani noga potrzebuje gipsu. Który trzeba nosić 3 tygodnie. - Delikatnie się uśmiechnął na co ja cicho zafuczałam.
^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^
Kolejny rozdział za nami! No mordy, komentujcie i dawajcie +1 bo następnego nie będzie!!
środa, 17 czerwca 2015
INFORMACJA 2
Słuchajcie kochani . Z powodu że nie mam chwilowo internetu rozdziałów nie będzie, a to jedyna chwila w której mogę mieć internet. Przepraszam. Za to na moim kanale na yt będzie challange lub tag. Pozdrawiam.
~ Dąbrowska
poniedziałek, 15 czerwca 2015
Rozdział 2
NASTĘPNY DZIEŃ, GODZINA 10:36
INFORMACJA
Mordki wiem że rozdział ma być jutro ale tak mnie wciągło pisanie że mam już kolejny rozdział! :* 8) opublikuję go w okolicy 20 bo wtedy będę miała czas 8)) trzymajcie się!
niedziela, 14 czerwca 2015
Rozdział 1
- Cześć mamo! Wróciłam! - wykrzyczałam najmocniej jak się da i pobiegłam do pokoju. Zamknęłam drzwi na klucz i z wielką siłą opadłam na łóżko. Szkoła bardzo mnie męczy. Ostatnio nie mogę niczego ze sobą połączyć. Szkoła, przyjaciele, rodzina. Jeszcze teraz gdy muszę się przeprowadzać... Jest koniec roku szkolnego i muszę poprawiać oceny, a nie włóczyć się po miastach z zamiarem znalezienia nowego mieszkania. Poczułam wibrację w tylnej kieszeni spodni. To Sandra.
- Cześć Jula.
- No hej.
- Możemy się dzisiaj spotkać?
- Okej.
- To za 30 minut przy wejściu do parku. Pa
- Pa.
Musiałam się przygotować. Wstałam z łóżka i poszłam do łazienki. Związałam włosy w koka i wzięłam prysznic. Odrobina świeżości nie zaszkodzi. Stanęłam przed lustrem i krzywo się popatrzyłam. Nie byłam ładna. Ale nie przeszkadzało mi to. Nie to jest najważniejsze w życiu. Weszłam do pokoju i wybrałam ubranie. Były to szorty, prosta biała koszulka i converse. Wszystko wyglądało ładnie i idealnie pasowało do mojej figury. Do torebki spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy i wyszłam.
Sandra już czekała przy bramie. Oczy miała spuchnięte od płaczu.
- Jezu Sandra! Co się stało?!
- Moja mama....
- Co ci zrobiła?!
- Ni- nic tylko ja....
- No powiedz w końcu!
- JESTEM ADOPTOWANA...
- Jak to?!
Właśnie w tym momencie zaczęłam płakać. Nie miałam makijażu, nie tym razem. Nie mogłam uwierzyć w to co usłyszałam. To niemożliwe. Poszłam razem z Sandrą do domu. Mamy nie było. Pewnie pojechała na zakupy albo gdzieś do miasta. Nieważne, teraz liczy się Sandra. Weszłyśmy i od razu poleciałyśmy do łazienki. Sandra przetarła oczy i zmyła makijaż. Przyniosłam jej sok. Zaraz po tym poszłyśmy do pokoju i porozmawiałyśmy. Odprowadziłam ją do domu. Najlepiej niech udaje że nic nie wie.
∆∆∆∆∆∆∆∆∆∆∆∆∆∆∆∆∆∆∆∆∆∆∆
ILLUMINATI CONFIRMED
∆∆∆∆∆∆∆∆∆∆∆∆∆∆∆∆∆∆∆∆∆∆∆
NO TAK WIEM ŻE KRÓTKI ALE TAKIE ŻYCIE ROBOTNIKA. NIC NIE PORADZĘ. DŁUŻSZY BĘDZIE WE WTOREK 8))) OBIECUJĘ!
mój adres e-mail :
milena.dabrowskaa@onet.pl
Przysyłajcie propozycje i opinie!
PS. TAK ŻEBRAM O KOMENTARZE
Prolog!
Pewnego dnia wszystko się zmienia.. Jula zaczyna dojrzewać i rozumieć cały świat. Jej przyjaciółką jest Sandra.



